Strona główna klubu Darz Grzyb| Lista członków klubu | Strony członków klubu | Forom dyskusyjne klubu | Nasze wyprawy | Atlas grzybów | Przepisy |
| Statut klubu | E-kartki | Email klubu | Nowe forum klubu | Aktualne występowanie grzybów w Polsce |

 

Długa wyprawa w kilka pewnych miejsc... Słowacka Orawa (28 czerwiec 2003) tekst
Relacja z wyprawy

 

Relacja foto z wyprawy - część 2 (w budowie) Spotkane grzyby

 

     Kilka telefonów i zapada decyzja w sprawie kolejnej wyprawy członków Klubu na grzybobranie, na Słowacką Orawę.
W nocy spadło w górach kilka kropli deszczu, może borowiki i inne cudeńka wychylą swoje kapelusze ponad kępy wrzosów i mchów?
Jedziemy zadając sobie po drodze to pytanie...
W wyprawie wzięli udział: Wiesio (reprezentujący Kraków), Pawły (Zakopane i Nowy Targ)i Teresa (Myślenice). Spotkaliśmy się przy "małej czarnej" tuż za przejsciem granicznym w ........ Nerwową atmosferę oczekiwania na Pawła (Zakopane)łagodził ton Teresy ("Najlepszym lekarstwem jest spokój"). "Długie" chwile wypełniła troska o brzuszki czworonożnych przyjaciół, miłych względem nas, ale mocno pobudzonych instynktem samozachowawczym. Apetyt pieska wzrastał wprost proporcjonalnie do zrywania z nieśmiałością jego partnerki. To się nazywa: mieć oparcie i pomagać sobie w potrzebie...
Nareszcie Paweł pojawił się na horyzoncie... co za ulga...
Teraz wszyscy razem mkniemy w stronę Zielonej Katedry.  Kochamy zapach lasu, niewyczerpane bogactwo cudów natury. 
Nareszcie na  miejscu... Na horyzoncie pojawia się soczysta zieleń iglastych borów i pozostałości starej drogi kolejowej łączącej kiedyś Słowację z najbliższą nam okolicą. W drodze towarzyszą nam marzenia, nadzieje na znalezienie tego cudownego, pierwszego z rodu Plechowców. Tu zawsze jesteśmy zgodni...
W ciszy, milczeniu stawiamy pierwsze kroki po ściółce leśnej... napięcie rośnie. Wreszcie jest - co prawda tylko noga borowika ceglastoporego Wiesia (kapelusz zjadł ślimak). To już coś - pierwszy zwiastun, liczy się sztuka. Mija kilka minut i Paweł (Zakopane) znajduje ślicznego borowika, potem następnego drugi Paweł. To wciąż za mało... Sezon w pełni, ale susza daje się we znaki. Nic więc dziwnego, że cykl rozwojowy grzybków jest spowolniony.
Inne walory okolicy rekompensują nasz trud. Soczyste poziomki, aromatyczne jagódki są wspaniałym źródłem naszej energii. Również krajoznawczych walorów nie sposób pominąć: rwące górskie potoki, łąki zasypane kwieciem ziół i polnych kwiatów mobilizują nas do kolejnego wysiłku. Zmieniamy miejsce poszukiwań...
Paweł podrzuca pomysł, idziemy. Przemierzamy kolejny szlak w poszukiwaniu "skarbów". Nasz kosz wypełnia się powoli.  Goszczą w nim już borowiki ceglastopore, maślaczki ziarniste, kurki, zajączki złotawe. Zupka będzie smaczna. Napewno...
Dbając o racjonalne żywienie rozpalamy ognisko i tradycyjnie pieczemy pyszne kiełbaski. Potem znów w tę samą stronę...
Na polanie Paweł znajduje wspaniałe kożlarze pomarańczowo - żółte, na innych okazach dostrzegliśmy cechy okresu starości. Szkoda...
Kolejne odwiedzane zakątki były raczej miejscem podziwiania istot żywych (wielkie wrażenie wywarła na wszystkich piękna ćma), zbierania ziół na zdrowe herbatki. Pod koniec wyprawy kosz Pawła wzbogacił się jeszcze o prawdziwka i podgrzybka brunatnego. Inni uczestnicy znaleźli grzybki, których zdjęcia prezentujemy obok.
W drodze powrotnej - wysłuchawszy propozycji "pewnych miejsc" każdego z uczestników wyprawy - szukaliśmy szczęścia.
Czy go znaleźliśmy?
Tak, w sobie. Doceniliśmy siebie po przebyciu ponad 20 km niewłatwej drogi.
Chyba wytrwałości i wiary w siebie nam nie brakuje... Prawda?

Tekst autorstwa Teresy z Myślenic

Ja "Zenit" dodam od siebie że Teresa w swojej opowieści nie wspomniała i kilku sprawach: o fakcie łapania się ręką o drut kolczasty (w czasie wspinaczki  po stromym zboczu) oj krew się lała... ale liść babki zrobił swoje... Nie wspomniała o pieknych białych storczykach spotykanych na łąkach i wielu innych ciekawych epizodach... Tłumaczę to faktem że w ostatnim czasie zajęta jest bardzo prozaiczną i męczącą pracą przez co nie ma głowy na wpominanie tej ostatnie wyprawy... choś jestem pewny że wspominać ją będzie bardzo długo bo była bardzo sympatyczna.

Zenit - Wiesław Kamiński