Relacja z smardzowej wyprawy nowych człoków klubu 24.05.2003 |
Galeria foto >> część I >> Potem już poszło gładko i bez
zatrzymań . W pierwszej
dolince do której weszliśmy , od razu skusiła mnie druga strona potoczku . Zawsze
lepiej tam gdzie nas nie ma. Na skutki nie Zenit jak przystało na wytrawnego grzybiarza dał nam dobrą szkołę w tej pierwszej dolince. On chyba 9 szt. My aż wstyd przyznać dwa ale te dwa to był pierwszy i drugi smardz w moim życiu . Biedna Marta..... Następna dolinka była naprawdę urzekająca. Usiedliśmy więc smakować widoki i bardziej prozaicznie kiełbaski znad ogniska. Kontemplujemy, a tu w ten piękny widok wdziera się jakichś dwóch facetów. Na szczęście okazało się ,że miłych dwóch facetów. Przedstawiciele gatunku ssaków górskich (patrz relacja Tadeusza Ruchlewicza). Po krótkich rozmowach na
tematy wiadome ruszamy w górę,
a Paweł z kolegą zajmuje
nasze niedogaszone ognisko. Schodzimy drogą zmęczeni ,ale instynkt każe szukać tych małych stożkowatych tworków a tam przy rzece takie ładne poletko łopianów. Schodzę , Wiesiek za mną . Niestety nie widzę żadnego smardza , ale to ja nie widzę, Wiesiek widzi i oczywiście zbiera. Ale w końcu i ja je zauważam i też zbieram. Duża frajda. W końcu dochodzimy do samochodu
, rozpalamy jeszcze ognisko
bo znów zgłodnieliśmy, i powrót do domu. Nasz pierwszy wyjazd na smardze nie dał jakichś oszałamiających zbiorów, ale dał mnóstwo przyjemności ,a o to przecież chodzi. Tak naprawdę zbieranie grzybów to chyba tylko pretekst do połażenia po pięknych miejscach. Tekst Jerzy z Krakowa |
| Powrót do strony opisów
wypraw | |