Niedzielna bo w niedzielę
a niespodziewana dlatego, że ani Wiesiek ani ja nie planowaliśmy jechać na grzyby.
Przed południem było piekielnie gorąco a więc kiepskie warunki na chodzenie po
górach; na dodatek zapowiadano deszcze po południu... Jakoś tak mi się klepnęło w
klawisze: - A może by tak na grzyby?
Siedzący akurat przed komputerem Wiesiek,
stały klient Gadu-gadu, też klepnął w klawisze: - Kiedy? Cóż miałem odpowiedzieć
skoro była już jedenasta: - Zaraz. Odpowiedź przyszła natychmiast: - Będę u ciebie
za 35 minut.
Był co do minuty. Wybraliśmy dolinę Kamienicy jako miejsce pewne i wielokrotnie
sprawdzone – tam grzyby pojawiają się wcześniej niż na Orawie. Tam też
znaleźliśmy pierwsze w tym roku prawdziwki. Na dodatek z Krakowa jedzie się tylko
godzinę i pomijając drobne kłopoty na remontowanej Zakopiance trasa jest zwykle pusta.
Byliśmy na miejscu w
godzinę po południu. Wszystko ułożyło się niezwykle korzystnie; słońce schowało
się za chmury ale deszcz nie padał. Pierwsze kroki w lesie i od razu sukces; cała gromada
gołąbków, młodych, starych,
niebieskawych, lekko zabarwionych na czerwono. Gołąbki
poszły do kosza i zaczęło się zdobywanie piekielnej góry. Tak to jest z lasami nad
Kamienicą; doliną płynie rzeka a lasy rosną na zboczach tak stromych, że w trakcie
wchodzenia serce zaczyna szaleć i tłucze się z ogromną częstotliwością. Bogu
dzięki, pierwszy
prawdziwek nie rósł na podejściu ale na spadku stoku. Nie wiem co byłoby
z Wieśkiem, gdyby go znalazł w trakcie podchodzenia. W każdym razie to on spotkał pierwszego borowika
i bardzo długo wypominał mi delikatnie, że on już znalazł a ja nie...
Na drugiego prawdziwka przyszło nam długo czekać. Pojawiały się za to inne grzybki i
aparat Wieśka miał mnóstwo pracy. Niedaleko od pierwszego prawdziwka znalazła się
kępka młodej maślanki
wiązkowej, zaczęły się też pokazywać kurki.
Skoro mowa o kurkach
to warto powiedzieć, że w lasach nad Kamienicą rośnie ich sporo ale w tym roku są
wyjątkowo opieszałe. Nie rosną tak obficie jak w poprzednich latach. Spotyka się
przeważnie maleńkie
egzemplarze i w niewielkich ilościach. Udało nam się znaleźć kilka większych
ale w sumie te wszystkie zebrane kurki nie przykryły nawet dna koszyka.
Niezwykle udany okazał się natomiast kozak,
którego Wiesiek natychmiast utrwalił
fotografując ze
wszystkich stron. To najpiękniejszy
kozak jakiego znaleźliśmy w tym roku ( przepraszam za liczbę mnogą
–znalazł go Wiesiek). W końcu przyszła pora i na mnie. Rewanż był okrutny – te dwa piękne
prawdziwki, które ostatnio widnieją
na stronie tytułowej grzybów Podhala to mój łup.
Wyrosły obok ścieżki. Niedaleko od prawdziwków
pojawiła się monetka
korzeniasta, nieco dalej jeszcze dwa egzemplarze monetki
solidnie ogryzione
przez ślimaki.
Wyprawa nie przyniosła zbyt obfitych
plonów; cztery
prawdziwki ( ostatni, którego znalazłem pod koniec był solidnie napoczęty
przez mieszkańców lasu), trochę gołąbków,
kilkadziesiąt
kurek ( ale już jest coraz więcej), jeden piękny kozak
i pieczarka leśna, która wtulona między pień i gałąź brzozy udawała młodego porka
brzozowego. Były za to inne atrakcje, piękne widoki
gór, śliczna panorama Łącka
znanego ze specjału, który krzepi zdrowie i krasi lica ( nie mogę wprost powiedzieć co
to za specjał, dla ułatwienia powiem tylko, że w okolicach Łącka rośnie dużo śliw)
i ogromne
ilości poziomek. Poziomki
obrodziły w tym roku nadzwyczajnie.
Rosną zresztą w towarzystwie
czarnych jagód, zwanych powszechnie u nas borówkami. Borówki
właśnie dojrzały i pysznią się na krzakach wcześniej niż zwykle. Przy drodze
Łącko – Mszana Dolna co
kawałek stoiska z
borówkami i poziomkami.
Las, w którym ostatnio poszukujemy grzybów posiada rozliczne walory; piękne stoki
porośnięte brzozami ( Wiesiek chwytał mnie co chwilę w obiektyw na tle
brzóz) , niezwykle piękne kwiaty ( zobaczcie chociażby na dzwonki)
i fantastyczną konfigurację; ciągle trzeba wspinać się pod górę stokami o
nachyleniu ok. 45 stopni co powoduje znaczny ubytek wody z organizmu i dużą redukcję
tkanki tłuszczowej. Polecam ten las
dla osób walczących z nadwagą. Zamiast jeść różne paskudztwa, polecane dla
“odtłuszczających” się, albo katować ciało głodówką należy szukać grzybów w
tej właśnie okolicy. Niedaleko zresztą jest Ochotnica
znana jako centrum “grzybiarstwa” gorczańskiego.
Autor tekstu: Tadeusz Ruchlewicz
foto: Zenit
Po tej wyprawie zagościł na stronie nowy gatunek w atlasie - monetka korzeniasta
- polecam opis
gatunku