Strona główna klubu Darz Grzyb| Lista członków klubu | Strony członków klubu | Forom dyskusyjne klubu | Nasze wyprawy | Atlas grzybów | Przepisy |
| Statut klubu | E-kartki | Aktualne występowanie grzybów w Polsce | Email klubu |

Tam gdzie rosną ...prawdziwki czyli wyprawa pod psem

Relacja z wyprawy 07 czerwiec 2003 (Lasy nad Kamienicą)

| Galeria foto wyprawy >>>
Galeria foto z wyprawy | Purchawice olbrzymie w Jordanowie | Inne wyprawy |

Widok z  lasu... gdzie to jest ?Wyprawa nad Kamienicę (7.06.2003) była nie tyle pod psem co z udziałem psa. Czarny, sympatyczny kundelek, przyłączył się do nas tuż po wejściu na stromą ścianę lasu; radośnie pomachał ogonkiem, poprosił o pogłaskanie i ruszył z nami pod górę. Doszliśmy z Wieśkiem do wniosku, że jest to grzybiarz, przebywający chwilowo w psiej postaci. Towarzyszył nam od początku do końca grzybobrania. Grzybów wprawdzie nie zbierał ale ciągle biegał dokoła starając się zrobić wrażenie, że nas pilnuje i chroni przed niebezpieczeństwami.

W lesie było ciepło i mokro jako że w piątek spadło nieco deszczu. Pierwszy etap marszu po stromym zboczu ( nachylenie około 45 stopni) przyniósł nam tylko dużo potu i wyraźny wzrost częstości uderzeń serca. Grzybów niestety nie było. Z konieczności starałem się Wieśka udobruchać ( obiecałem mu przecież pierwsze w tym roku prawdziwki) opowieściami o moich poprzednich sukcesach w lasach nad Kamienicą. Oddziaływanie terapeutyczne było tym bardziej konieczne, że nie zabrał ze sobą dostatecznej ilości “megabajtów” do aparatu fotograficznego a tu wokół wyrastały piękne białe storczyki o wspaniałym zapachu, mnóstwo dojrzałych poziomek i cała masa kwiecia górskiego.

W trakcie opowieści o czterdziestu... prawdziwkach, znalezionych pod lasem na wykoszonej łące, pojawił się wreszcie ten najbardziej upragniony ... pułkownik grzybów – prawdziwek. Z podłoża wystawał tylko kapelusz; widać było jeszcze ziemię wypchniętą przez owocnik na boki. Prawdziwek był piękny i zdrowy. Był zbyt świeży by zauważyły go ślimaki czy inni mieszkańcy lasu. Po zrobieniu stosownych fotografii poczuliśmy przyjemny dreszczyk emocji ...a więc już rosną...Pierwszy znaleziony w tym dniu parwdziwek Tadeusza

Na drugiego prawdziwka nie trzeba było długo czekać. Wyrósł na brzegu przy leśnej drodze. Był już duży i z pewnością nie pojawił się po piątkowym deszczu lecz znacznie wcześniej.

Na kolejne prawdziwki trzeba było jednak poczekać nieco dłużej.
W międzyczasie Wiesiek zrobił sesję zdjęciową łuszczaka zmiennego, który w tym lesie występuje bardzo często i pojawia się już w maju. Spotkaliśmy praktycznie wszystkie stadia łuszczaka; od maleńkich aż do starych, podsuszonych egzemplarzy.

Powoli zaczęły się tez ukazywać pojedyncze kozaki. Były to wyłącznie szare odmiany ( babki). Pomimo naszych starań i krążenia wokół osik i grabów nie znaleźliśmy jednak ani kozaka czerwonego ani grabowego ( oba gatunki występowały tu dość często).

Po kolejnym znalezionym prawdziwku musiałem wysłuchać żalów Wieśka, który stwierdził, ze chodzę jak po znanym sklepie i wiem jaki towar leży na odpowiednich półkach. Tęsknił do swojego pierwszego prawdziwka. Wreszcie znalazł ale - o dziwo - nie wykazał przy tym odpowiedniego poziomu entuzjazmu. Nie krzyczał jak Teresa po znalezieniu pierwszego smardza, nie tłukł z radości rękami po ziemi tylko wycedził ze spokojem przez zęby:

  • Tadeusz ? Ty go widziałeś, co ?

Użyłem odpowiedniej modulacji głosu ( czytelnicy “Diuny” Herberta wiedzą o co chodzi) aby go przekonać, że nie popełniłem żadnego oszustwa a grzyb został znaleziony prze niego całkiem samodzielnie.

Po prawdziwkach przyszła kolej na kurki. Jedno gniazdko maleńkich jeszcze grzybków wykluło się po deszczu z ziemi. Były to jedyne egzemplarze tego gatunku w lesie. Zwykle w czerwcu jest ich już dużo. Widać, że susza i wysokie temperatury zrobiły swoje.

Po krótkim posiłku, bez tradycyjnego ogniska (wszędzie wokół las) ale za to w towarzystwie psa – grzybiarza, ruszyliśmy w dół. Zejście

z piekielnie stromej góry zakończyło się sukcesem Wieśka, który upolował za jednym zamachem aż trzy prawdziwki. Tym razem nie byłem jużCzęść parwdziwków przed nami znalazły ślimaki... podejrzany o matactwa grzybowe. Zbiorowe zdjęcie prawdziwków ma przekonać czytelników, że grzybów było więcej niż jeden. We trójkę zeszliśmy do samochodu. Pies, karmiony w lesie wiejską kiełbasą, wykazywał wyraźne zainteresowanie dalszym utrzymywaniem przyjaznych stosunków psioludzkich ( czekał na zaproszenie do samochodu). Doszliśmy jednak do wniosku, że wyrywanie zwierzęcia z jego naturalnego środowiska wiejskiego może być dla niego niekorzystne. Z żalem pożegnaliśmy sympatycznego czworonoga.

PS. Dowiedzieliśmy się od miejscowego rolnika, ze pies zwykle towarzyszy w lesie grzybiarzowi z Wieliczki, ma jednak pod lasem swój dom, nic mu nie brakuje

Autor tekstu: Tadeusz Ruchleiwcz
foto : Zenit