Strona główna - Grzyby okolic Spytkowic| Lista członków klubu | Strony członków klubu | Forom dyskusyjne klubu | Nasze wyprawy | Atlas grzybów | Przepisy |
| Status klubu | Email klubu | >>>
Uwaga strona w budowie !!!

 

| Powrót do strony opisów wypraw |

 

Polowanie na prawdziwki - członków klubu z Łodzi
Przewodnik wyprawy dookoła słowackiej Orawy Zenit

1-2 czerwiec 2002

                                                 | Galeria fotek z wyprawy |

   Uczestnicy wyprawy: ja Krzysiek, moja żona Monika, w Krakowie dołącza Zenit. Wyprawa rozpoczyna się w Łodzi o godz. 3 w nocy. O 7.40 zajeżdżamy pod dom Wieśka (Zenita). Sprawdzenie sprzętu, kawa i ruszmy w drogę. Przekraczamy granicę w Chyżnem i jedziemy do Tresteny. Robimy małe zakupy prowiantu (głównie zupa chmielowa ? jak to mówi Zenit) i jedziemy do leżącej 14 km dalej Zemanskiej Dediny. Tam zostawiamy samochód i dalej idziemy pieszo. Przeczesujemy połacie łopianów nad brzegiem strumienia w poszukiwaniu smardzy, ale bezskutecznie. Zamiast nich znajdujemy stada ogromnych ślimaków i żuki z wielkim nochalem (taki typ Gonza)
Zenit dokumentuje każdy krok wyprawy - trzaska zdjęcie za zdjęciem. Fotografuje wszystko co się nawinie ? co nie znaczy jak popadnie, ale każdą napotkaną ciekawostkę.
Wiesiek i tak nas wyprzedza z szybkością robienia zdjęć. Zanim my ustawimy jedno ? on robi 7-15, i to całkiem świetnych zdjęć.
Monika znajduje przy drodze "zielone gile"- grzyby znalezione przez Zenita rok temu na asfalcie.
Zenit robi ze sto fotek a my zabieramy próbkę pod mikroskop (do tej pory nie zlokalizowaliśmy grzyba w żadnym atlasie).
Docieramy do chatki Pustelnika (znanego z poprzednich wypraw Wieśka), ale go nie zastajemy. Fakt ten nie przeszkadza nam się rozgościć przy chatce. Ja z Wieśkiem rozpalamy ognisko, Monika ma dużo czasu na latanie z aparatem za motylkami, bąkami i innymi żukami.
Jemy posiłek i ruszamy w drogę powrotną ? niestety z pustymi rękami.
Nocujemy w Harkabuzie w przyczepie Zenita. Miejsca nie jest dużo, ale jest wygodnie i wyciągnięcie nóg po całodziennej wędrówce sprawia ogromną frajdę.

Drugi dzień

Kierujemy się na przejście graniczne Chochołów ? Sucha Hora. Wjeżdżamy do Chochołowa. Cała wioska drewnianych domów. Tu czas się zatrzymał. Na jednym z zamszałych domów , wyrosły na dachu grzyby.

Po słowackiej stronie jedziemy wzdłuż granicy Tatrzańskiego Parku Narodowego. Zatrzymujemy się przy małym mostku i schodzimy w dół do ruczaju. Sokole okom Moniki dostrzega kolejne grzyby do fotografowania.

Ruszamy w góry na poćce (czyli borowiki ceglastopore), które mogą pojawić się o tej porze roku. Znajdujemy po drodze kilka psiurów, ale borowików ani śladu. Mijamy ambonę i przechodzimy wąwóz. Dalej ciągnie się stary las. Z obumarłych pni wyrastają kolejne młode drzewa. Wszędzie są gigantyczne wykroty, dziuple, poprzewracane kłody ? prawdziwa puszcza.

Z Zenitem robimy zdjęcia huby ? Monika z nudów kręci się w kółko i znajduje 6 poćców (co prawda niezbyt wyrośniętych, ale okazałych) rosnących w czarcim kręgu.

Na pobliskiej łące, na kamienistej drodze rozpalamy ognisko i smażymy kiełbasę. Popijamy sobie słowackie piwko, patrzymy się na Tatry, świeci słońce i owiewa nas lekki wiatr. Monika znowu gania za motylami. Znajduje na kwiatku padniętego trzmiela z zatopioną w nektarze głową. Padł z obżarstwa. My zachowujemy resztki rozumu i jemy tylko po dwie kiełbasy.

Na środku łąki rośnie samotny buk. Zenit mówi, że wygląda wspaniale, kiedy przebarwia się na jesień. Jak okiem sięgnąć ?ani żywej duszy?, żadnych domów, słupów czy kominów ? dziewicze góry. Zupełnie jakby cofnąć się w czasie.

To wszystko sprawia, że niechętnie opuszczamy miejsce odpoczynku.

Ja z Zenitem nie możemy uwierzyć, że nie znaleźliśmy żadnego grzyba , oczywiście jadalnego ? choć i te pozostałe w większości znalazła Monika.

Schodzimy do doliny i ruszamy dalej. Dalsza część wyprawy jest bardziej krajoznawcza. Docieramy na Orawsky Podzamok. Nad doliną góruje wkomponowany w skały Orawski Hrad. Wiesiek twierdzi, że to w nim kręcono ?Arabellę?. Obchodzimy go w koło, ale zwiedzanie odkładamy na kolejna wyprawę.

Do Tresteny wracamy okrężną drogą ? wzdłuż Jeziora Orawskiego. Jezioro powstało po zamknięciu doliny tamą, a stojący na wzniesieniu mały kościół został odcięty od lądu. Teraz stoi na wyspie i dotrzeć można do niego tylko łodzią. Na brzegu wieje jak nad morzem. W oddali widać Babią Górę, która na tle jeziora prezentuje się wspaniale. W Trestenie robimy ostatnie zakupy :), i wracamy do Polski. Wyjeżdżając z Harkabuza żegna nas tęcza.

Grzyby były wspaniałe. Tu należą się podziękowania małżonce Zenit , bo co prawda sos grzybowy zrobiliśmy wspólnie z Zenitem, to dopiero razem z ziemniakami i duszonym schabem stanowił on wyborne danie.

 

  

| Powrót do strony opisów wypraw |

Jeśli masz jakieś pytanie do autora strony napisz na email zenit@kki.pl lub zpytaj na GG
GG 896780