|
Relacja z wyprawy
do Puszczy Niepołomickiej - 1 czerwiec 2003
| Relacja z wyprawy | Inne wyprawy | Rezerwat Lipówka | Rezerwat Wiślisko Kobyle |
Znalezione grzyby I <kliknij |
Znalezione grzyby II <kliknij |
Foto puszczy <
kliknij |
Inne <kliknij |
Ostatnio
często bywałem w Puszczy
Niepołomickiej na spacerach z córką, ale w wieczornym
gagu-gadu z Zenitem bez trudu dałem się namówić na wypad do Rezerwatu Lipówka,
którego nigdy wcześniej nie miałem okazji odwiedzić. Jak się okazało decyzja była
słuszna, a wyprawa ciekawa, ale po kolei. Pobudka o 5.45 (ja, taki
śpioch !), przejazd pustymi ulicami Nowej Huty do Niepołomic, skręt na Szczurową i
długa prosta do miejscowości Chabot, gdzie byliśmy umówieni. Niebawem wypatrzyłem na
poboczu samochód prezesa Klubu Darz Grzyb.
Nie zdążyłem wskoczyć
w kalosze, a z lasu wyłonił się Wiesiek z nieodłącznym aparatem na szyi
i grzybkiem w ręce. Początkowo wzięty za jakiegoś łuskowca (Pluteus Fr.)
ostatecznie grzybek ten okazał się być pieniążnicą
szerokoblaszkową (Megacollybia
platyphylla) i na dodatek naszym stałym towarzyszem w czasie wyprawy,
jako że w tej części Puszczy występował masowo, dosłownie co krok.
Mieliśmy więc okazję podziwiać zmienność jego kształtów.
Zdarzały się okazy niewielkie 4-5 centymetrowej średnicy, dzwonkowate i ciemnobrązowe
na długim, cylindrycznym trzonie, a kilka kroków dalej duże
15 cm kapelusze charakterystycznie promienisto-włókniste, rozpostarte
lub nawet wklęsłe ze słabym garbkiem, popękane na brzegach i wyblakłe, osadzone
na krótkim, maczugowatym trzonie. Charakterystyczne jest, że grzyb ten wyrasta
zawsze na drewnie (pniakach, przykrytych ziemią gałęziach), podstawa trzonu ma długie,
białe sznury
grzybni, a co najistotniejsze białe (lub kremowe gdy grzyb starszy) blaszki
są bardzo szerokie, rzadkie, zatokowo wycięte o karbowanych ostrzach. Grzyb ten
nie jest trujący, ale nie polecam go zbierać do spożycia gdyż niektóre owocniki
miewają gorzkawy smak - gatunek niepewny, może wywoływać niedyspozycje żołądkowe,![]() Oglądając kolejne egzemplarze pieniążnic przemierzyliśmy część lasu nie należącą do Rezerwatu i znaleźliśmy się na jego granicy. Trzeba przyznać, że dwustuletni grąd jaki znalazł się przed nami zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Powalone tak jak chciała natura lipy, graby i dęby w różnym stadium rozkładu, żadnych śmieci, ścieżek i ludzi z wyjątkiem nas, dwóch intruzów w tym pierwotnym miejscu. Wiesiek, który nastawił się na znalezienie żółciaków siarkowych (Laetiporus sulphureus) nie musiał długo czekać na spełnienie się tych oczekiwań. Właśnie poddawaliśmy próbie smakowej mocno podsuszoną szyszkówkę celem sprawdzenia czy nie jest to przypadkiem szyszkówka gorzkawa (Strobilurus tenacellus), kiedy Zenit nagle poderwał się i z okrzykiem "Wiedziałem, że tu będą!" ruszył w kierunku starego dębu, na którym dojrzewał piękny okaz żółciaka. Miejsce na karcie pamięci w Zenitowej cyfrówce została mocno nadszarpnięte. Poszliśmy dalej pokonując przeszkody w postaci powałów i bagnistych rowów przybierających od czasu do czasu formę małych rozlewisk. Idąc wzdłuż jednego z tych rowów, w poszukiwaniu miejsca bezpiecznej przeprawy na jego drugą stronę, natknęliśmy się na pojedynczy owocnik polówki wczesnej (Agrocybe praecox), a dalej na przepiękne stanowisko lakownicy spłaszczonej (Ganoderma lipsiense), której owocniki pokryte były na brzegu kropelkami gutacji, świadczącymi o tym, że owocnik jest w fazie wzrostu. Skok
przez rów okazał się dobrym posunięciem, gdyż po jego drugiej stronie
trafiliśmy na miejsce, gdzie postanowiło zaowocować kilka ciekawych (przynajmniej dla
mnie) gatunków. Na mocno rozłożonej kłodzie (lipowej?) zobaczyłem rulika
nadrzewnego (Lycogala epidendrum) - śluzowca (Myxomycetes) dosyć
pospolitego, ale bardzo efektownego. W tym przypadku na jednym stanowisku sąsiadowały ze
sobą plazmodia malinoworóżowe, mięsistoczerwone i starsze, szarobrązowe. Nie wiem
dlaczego, ale mam do tych ciekawych grzybów wielką słabość i mimo, że mam ich
zdjęć ze trzy tuziny to zrobiłem jeszcze jedno. Inny śluzowiec spotkany nieopodal na
powalonym grabie to wykwit
pankowaty (Fuligo septica) - odznaczający się soczyście żółtym
kolorem(kiedy młody) i niezwykłym sposobem życia. Potrafi się poruszać co jak na
grzyba jest chyba niezłym osiągnięciem! Inne, mikroskopijne śluzowce nie
zainteresowały Zenita, który poszedł fotografować
irysy, ja natomiast miałem używanie i mocno wzbogaciłem
swoją kolekcję zdjęć podgromady śluzorośli (Myxomycotina). Teraz tylko je
oznaczyć... Następna kłoda,
tym razem był to grab, przyniosła najciekawsze moim zdaniem znalezisko wyprawy. Niestety
nie jestem pewny co do diagnozy, ale wydaje mi się, że była to kustrzebka
z grupy Peziza
varia
(kustrzebka
zmienna). Dochodzenie w tej sprawie jest w toku. Ta sama kłoda grabowa była
również gospodarzem dla próchnilców
(Xylaria) gałęzistych i długotrzonkowych obficie sypiących
konidiami - wegetatywnymi zarodnikami, powstającymi bezpłciowo, częstymi w
klasie Ascomycetes. W trakcie dalszego marszu napotkaliśmy maślanki wiązkowe (Hypholoma fasciculare) i zgliszczaka pospolitego (Ustulina deusta), którego ubiegłoroczne, sczerniałe podstawki ponakrapiane były na biało-szaro przyrostem wiosennym. Od czasu do czasu spotykaliśmy podstarzałe owocniki żółciaka siarkowego rosnące na murszejących pniakach i kłodach dębowych, rzadziej na stojących jeszcze drzewach. Kolejnym miejscem, które przyciągnęło naszą uwagę był stos powalonych lip, z których jedna okazała się gospodarzem sporej kolonii łuszczaka zmiennego (Kuehneromyces mutabilis) i jeszcze jednego gatunku, którego nie potrafiliśmy rozpoznać (pomarańczowe, 2-3 centymetrowe, łuseczkowate kapelusze z garbkiem, brudnożółte blaszki z odcieniem
pomarańczowym rdzawo nakrapiane, trzon równy średnicy kapelusza,
rozszerzający się ku dołowi, podstawa z białą grzybnią - może ktoś wie co to). Co
do łuszczaków to mieliśmy początkowo wątpliwości czy to
rzeczywiście ten grzyb, gdyż słońce mocno wysuszyło
kapelusze tak, że przypominały wyblakłe egzemplarze maślanek z
brązowo-pomarańczowym środkiem. W ten sposób łuszczak udowodnił, że zasługuje na
swoją nazwę gatunkową.Gdy wyszliśmy poza granice rezerwatu Zenit znalazł młode owocniki żółaciaka, które postanowił przyrządzić na obiad. Kiedy człowiek robi to co lubi czas mija niezwykle szybko. Spojrzenie na zegarek przypomniało mi, że pociąg z teściem na pokładzie zbliża się do Krakowa i pora wracać, żeby przechwycić go na dworcu. Uwieczniliśmy jeszcze na zdjęciach rekordową kolonię żółciaków na dębowej kłodzie i postanowiliśmy wracać do samochodów. Między drzewami wypatrzyliśmy coś co okazało się leśną drogą więc dla ułatwienia sobie powrotnego marszu wynurzyliśmy się z objęć lasu i... zbaranieliśmy. W którą stronę teraz iść? Słońce za chmurami, a kręcąc się po lesie zupełnie straciliśmy orientację. Wybraliśmy marsz w lewo bez rzucania monetą, ale z odrobiną niepewności. Zgubić się w Puszczy Niepołomickiej! Ładny wstyd. Po dziesięciu minutach stojąc na skrzyżowaniu zaczęliśmy się śmiać. Już widziałem minę teścia wsiadającego do taksówki. Postanowiliśmy jeszcze raz zaryzykować w lewo zwrot. Na niewielkiej polanie, przez którą prowadziła wybrana przez nas droga natknęliśmy się na objedzone do kości szczątki krowy. Zgubiła się w lesie... Ratunkiem okazał się zapamiętany przez Zenita z poprzedniej wizyty w Rezerwacie Lipówka młodnik. Pewni, że kierunek jest dobry niebawem znaleźliśmy się w miejscu, gdzie pozostały nasze samochody. Następnym razem trzeba zaopatrzyć się w GPS :) PS. Z zamieszczonych przez Wieśka zdjęć wynika, że tego dnia miał jeszcze przynajmniej jedno ciekawe znalezisko - śluzowca Stemonitis fusca, najprawdopodobniej w Wiślisku Kobylim, bo tam się wybierał kiedy się rozstawaliśmy. O tym musi jednak opowiedzieć sam. Autor tekstu Olarys Jako autor zdjęć z tej wyprawy chciałem
podziękować za ciekawy i pouczający tekst - relacje z wyprawy. Widzę że w swojej
grzybomaniakalnej pasji nie jestem osamotniony :) Dzięki Klubowi Darz Grzyb możemy
wzajemnie poznawać ludzi dla których wyprawa do lasu to nie koniecznie wyprawa po
grzyby... dla nas poznawanie nowych gatunków zgłębianie szeroko pojętej wiedzy na ich
temat to coś co sprawia nam radość... udane zdjęcia, znalezienie nowego gatunku -
rozpoznanie go często jest dla nas cenniejsze niż pełen kosz pospolitych grzybów. |